Ufanie komputerom musi być ograniczone

Choćbyśmy zapłacili wielokroć więcej za nowy pomagający liczyć głosy system informatyczny, zwolnili wszystko z procedur zamówień publicznych, zatrudnili do tego najbardziej renomowaną firmę, pierwszemu zastosowaniu takiego systemu powinno towarzyszyć równoległe liczenie głosów metodami dotychczasowymi, tradycyjnymi.

Wdrażanie każdego dużego nowego systemu zazwyczaj odbywa sie "na zakładkę" z poprzednim. Czas tej zakładki często się wydłuża, gdyż nowemu jeszcze nie można do końca zaufać.


System można testować długo, ale faktyczne obciążenie występujące podczas prawdziwych wyborów oraz kompetencje i ewentualne trudności, pomysły lub błędy tysięcy członków komisji, mających z systemu korzystać, trudne są do przewidzenia i wcześniejszego oszacowania. Dopóki wyniki "ręczne" po stosowaniu równoległym nie będą zgadzać się z "systemowymi", trzeba ufać metodom ręcznym, a system dalej poprawiać.

Rozpoczął się absurdalny wyścig na kwestionowanie uczciwości i prawidłowego przebiegu wyborów. To jednocześnie policzek dla tysięcy tych, którzy spędzali swój czas w komisjach przy urnach wyborczych. Policzyli głosy, mężowie zaufania patrzyli tam im na ręce, ogłoszono, jakie wyniki padły w konkretnych lokalach wyborczych.

Głosy nieważne, były to głosy albo osób świadomie oddających taki głos, albo nie rozumiejących procedur wyborczych. Pokazały się nawet komentarze porównujące liczbę głosów nieważnych z faktem, że nie wszyscy są w stanie zdać maturę. Tymczasem szczególnie warto zwrócić uwagę na dane z badań PIAAC, wskazujące, że starsze pokolenie Polaków w większości ma poważne kłopoty z przyswajaniem podstawowych nawet informacji medialnych, rozumieniem tekstów, instrukcji, działania technologii. Nasze młode pokolenie wypada dość dobrze na tle rówieśników z innych krajów, ale trochę starsze roczniki mocno odstają w dół w porównaniach międzynarodowych. Śledząc liczbę głosów nieważnych w poszczególnych powiatach warto je zestawić z wskaźnikami poziomu wykształcenia i bezrobocia. Pobieżne przejrzenie wskazuje, że korelacja najprawdopodobniej będzie spora. To temat raczej na badania socjologiczne i poważną refleksję nad potrzebą uczenia się przez całe życie starszego pokolenia. Także trzeba wyciągnąć lekcję o ograniczonym zaufaniu do rozwiązań technologicznych nam podsuwanych.

Politycy komentujący "zafałszowanie" wyników wyborów poprzez zliczanie wyników albo sami mają kłopot z rozumieniem technologii jako tylko narzędzia i przypisują im jakąś magiczną moc, albo świadomie chcą żerować na mniej wykształconej części społeczeństwa i wzniecać społeczny niepokój.

Oczywiście należało od początku jednocześnie zliczać też wszystko równolegle ręcznie. Być może nie ma innego wyjścia, jak ręczne liczenie głosów także następnych wyborach. Oprogramowanie trzeba było przygotować z dużo większym wyprzedzeniem. Zamiast powtarzać wybory, powtórzenie dodawania głosów jest wystarczające dla ustalenia prawidłowych wyników. Każdy, kto umie dodawać, będzie w stanie sprawdzić, czy upublicznione wyniki z lokali wyborczych zostały dobrze dodane, a ewentualne sygnały o nieprawidłowościach rozstrzygną właściwe sądy.

Nie wykorzystano dwóch lat bez wyborów na przygotowywanie rozwiązań informatycznych. Zamawianie ich teraz, gdy kolejne wybory są za kilka miesięcy, w sposób oczywisty da najwyżej produkt do dobrego przetestowania, obok liczenia tradycyjnego, a nie rozwiązanie, któremu można po prostu zaufać w całości.

Bez względu na to, ile wydamy pieniędzy i jak renomowane firmy zatrudnimy, aby przygotować rozwiązania informatyczne do kolejnych wyborów, trzeba od razu założyć, że następne wybory od początku równolegle liczymy metodami tradycyjnymi. Pierwsze zastosowanie nawet wielokrotnie testowanego rozwiązania, nosi w sobie ryzyko wystąpienia błędów i zawsze będzie podstawą do podnoszenia różnych zastrzeżeń i wątpliwości.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...