O autorze
Prezeska Stowarzyszenia "Dobra Edukacja", posłanka na Sejm RP VII kadencji, minister edukacji narodowej w pierwszym rządzie Donalda Tuska (2007-2011).
Inicjatorka tworzenia autorskich rozwiązań w edukacji. Aktywnie działa na rzecz osób z niepełnosprawnością. Od lat, na różnych szczeblach, zajmuje się zarządzaniem w edukacji.
Zanim trafiła do rządu i potem do parlamentu, pracowała w szkole podstawowej, średniej, na uniwersytecie, w organizacji pozarządowej i w samorządzie terytorialnym, jako zastępczyni Prezydenta Miasta Gdańska do spraw polityki społecznej, dyrektorka szkoły, nauczycielka matematyki.
Prywatnie mama trzech dorosłych synów i babcia trzech wnuczek, żona Aleksandra Halla, mieszkanka Sopotu.

Blog: http://katarzynahall.blogspot.com/
Twitter
Facebook

Biznesowy pomysł na e-podręczniki i e-prasę pilnie potrzebny

Materiały edukacyjne, informacje, aktualności, ciekawostki, dostępne bezpłatnie coraz szerzej w internecie, zburzyły spokój rynków prasy i podręczników. Nie jest już wielu osobom potrzebne kupowanie gazet i książek, jeśli te same informacje i materiały można znaleźć szybciej i prościej. Możemy dużo się dowiadywać, uczyć i czytać, nie kupując zadrukowanego papieru.

Skrybowie byli kiedyś przeciwnikami druku, kino i teatr czuły się zagrożone przez telewizję. Wielokrotnie zmieniały się nośniki, na jakich sprzedawane były nagrania muzyczne. Filmy i utwory literackie oraz muzyczne coraz częściej - w różny sposób - dostępne są w internecie. Google zastępują nam papierowe atlasy i encyklopedie. Wydawcy podręczników i prasy cały czas obawiają się nowych technologii.

Zarówno w wypadku rynku prasy, jak i rynku podręczników, przez lata mieliśmy do czynienia z sytuacją dość uporządkowaną i uregulowaną. Duże grupy klientów ponosiły systematyczne wydatki na określone tytuły, kierując się ich dostępnością, jakością oraz własnym gustem i potrzebami (w wypadku podręcznIków wyboru dokonywał nauczyciel, zaś koszty ponosili rodzice). Duże "torty" rynku prasy i rynku podręczników były dość stabilnie podzielone, konkurowało się jakością i formą dostarczanych informacji, pewne przesunięcia na rynku były raczej przewidywalne, można było planować zyski, inwestycje, etaty.

Dotychczasowa praca wydawców edukacyjnych i wydawców prasy polegała również na współpracy z producentami papieru, drukarniami, sieciami sprzedaży prasy i książek. Tymczasem być może trzeba będzie ją poszerzyć czy w przyszłości zamienić na współpracę z dostawcami internetu i sprzedawcami urządzeń, na których możliwe jest odczytywanie efektów pracy wydawców.


Wśród tych, którzy chcą wiedzieć, co się dzieje na świecie, są i tacy, którzy nadal nie wyobrażają sobie dnia bez kontaktu z papierową gazetą, ale też coraz więcej osób dzień zaczyna od przejrzenia portali informacyjnych i społecznościowych. To stamtąd - często szybciej - dowiadujemy się, co się dzieje. Te same informacje znajdują się w bardzo wielu miejscach. Wiele portali i gazet kopiuje te same komunikaty, linki do co ciekawszych czy bardziej bulwersujących informacji są od razu wklejane przez naszych znajomych na Facebooku czy na Twitterze.

Zastanawiamy się raczej nad wyborem medium, przy pomocy którego sięgamy po informacje niż mamy kłopot z dostępem do nich. Jednak potrzebujemy dobrych profesjonalnych komentarzy, opinii, pochodzących od tych, którzy naprawdę potrafią objaśniać to, co się dzieje. Ich praca kosztuje. Potrzebny jest też dobry mechanizm wynagradzania za profesjonalny komentarz. Zespół autorów piszących na danym portalu (jak i w danym dzienniku, tygodniku) może być jego atutem. Potrzebny jest prosty i skuteczny system przekazywania wynagrodzenia za pracę tego zespołu, nie tylko przez korzystających z niej w wersji papierowej, ale także w wersji elektronicznej.

Podobna sytuacja występuje w przypadku materiałów edukacyjnych. Przygotowanie dobrego podręcznika wymaga dużego profesjonalnego wysiłku. Nauczyciele poszczególnych przedmiotów mają swoich ulubionych autorów i ulubione wydawnictwa, przygotowujące podręczniki w sposób najlepiej odpowiadający ich konkretnym potrzebom. Rządowe zakupy sprzętu komputerowego czy różnego rodzaju elektronicznych materiałów edukacyjnych były już organizowane w różny sposób, jednak zawsze to było tylko pewne uzupełnienie potrzeb. Aby zapewnić dobrą jakość i ciągłe dostosowywanie do wyzwań współczesności materiałów edukacyjnych, potrzebna jest konkurencja i stałe doskonalenie oferty. Jednorazowy rządowy zakup tego nie załatwi, nawet jeśli przeznaczone będą na to spore środki.

Gdy kupujemy telefon lub tablet, na którym również mamy dostęp do internetu i szeregu aplikacji - pobieranych na przykład z AppStore czy Google Play (Android Market) pozornie za darmo - nie zastanawiamy się czy, ile, w jaki sposób, zarabia na tym twórca jakiejś konkretnej aplikacji, z której chętnie korzystamy. Często za przysłowiową złotówkę otrzymujemy drogie urządzenie, jeśli jednocześnie podpisujemy umowę o kilkuletni abonament na przykład na usługę telefoniczną czy internetową. Z pewnością jest to tak skalkulowane, że producenci tych urządzeń i dostępnego tam oprogramowania na tym zarabiają.

Do stworzenia dobrej oferty kompletu podręczników dostępnych w formie elektronicznej potrzebne jest współdziałanie wszystkich wydawców edukacyjnych z dostawcami internetu, sprzedawcami tabletów czy innego sprzętu, na którym podręczniki mogłyby być dostępne. Elektroniczny podręcznik to powinno być coś więcej niż tylko kopia jego wersji papierowej. Aby możliwe było stałe wzbogacanie jego zawartości - zależnie od kreatywności autorów i zmieniających się możliwości technologicznych, czas zrezygnować z dotychczasowej formuły dopuszczania podręczników do użytku. Jest to niepotrzebne ograniczenie, z pewnością mające wpływ na wysokość cen podręczników, w wielu krajach w ogóle nie występujące. Nauczyciel i uczeń mogą dziś korzystać z ogromnego bogactwa różnorodnych, dostępnych w rozmaity sposób materiałów i nieporozumieniem jest ograniczanie im możliwości wyboru. Wykształcenie nauczyciela, wiedza o stawianych jego uczniom wymaganiach oraz jego znajomość środowiska, w jakim pracuje, powinny mu umożliwiać wzięcie pełnej odpowiedzialności za dobór odpowiednio do potrzeb materiałów, w oparciu o które chce uczyć.

Nauczyciele obecnie wybierają podręczniki na cały, trzyletni cykl edukacyjny. Ich decyzje powodują wydatki rodziców w całkiem sporej wysokości, ponoszone na ogół w trzech ratach, każdego września. Na decyzjach nauczycieli zarabiają nie tylko wydawcy edukacyjni, także dostawcy papieru, hurtownicy książek, księgarze.

Aby nauczyciele mogli zachować swoje prawo - bardzo przez nich obecnie sobie cenione - wyboru podręcznika, potrzebne jest stworzenie nowej oferty rynkowej, która powinna być stworzona przez kogoś, kto będzie umiał podjąć dialog zarówno z dostawcami odpowiedniego sprzętu i internetu, jak i z wszystkimi wydawcami edukacyjnymi, którzy chcą mieć elektroniczną ofertę. Uczniowie konkretnej klasy mogliby na przykład dostawać na trzy lata tablety (czy inne urządzenia) z abonamentem na internet i wybrany przez zespół nauczycieli komplet podręczników oraz towarzyszących im innych materiałów edukacyjnych, systematycznie aktualizowanych i uzupełnianych. Jeśli udałoby się tak przygotować tę ofertę, aby cena abonamentu nie przewyższała obecnych wydatków rodziców na podręczniki, rynkowy sukces gwarantowany. Uczniowie zyskaliby w tej samej cenie nie tylko podręczniki, ale także osobisty sprzęt z internetem i lżejsze tornistry, rodzice rozłożenie dużego kosztu podręczników ponoszonego zwykle co wrzesień na korzystne miesięczne raty, nauczyciele wiele dodatkowych nowoczesnych możliwości edukacyjnych. Rozrost rynku na urządzenia dające dostęp do kompletów elektronicznych podręczników z pewnością spowodowałby także obniżenie cen tych urządzeń.

Pewnie analogiczny abonament mógłby zastąpić prenumeratę prasy papierowej, pod warunkiem, że kupujący i czytający na przykład 3 gazety codzienne, 4 tygodniki oraz 2 kwartalniki czy miesięczniki, mógłby je zamówić wraz z odpowiednim urządzeniem - czytnikiem, w dogodnym abonamencie - prenumeracie elektronicznej i miałby tam dostępne wszystko to, co obecnie ma w prasie papierowej, do tego uporządkowane zależnie od potrzeb, łatwe do wyszukiwania i czytania.

Jeśli chcemy, aby treści - wiadomości, komentarze, dane - udostępniane w internecie były aktualne i gwarantowanej jakości, produkowanie ich musi kosztować. Nawet jeśli obecnie wiele informacji mamy udostępnianych za darmo, ktoś poniósł koszt ich przygotowania i zamieszczenia. Jeśli dziś na przykład czerpiemy wiedzę o aktualnościach przede wszystkim czytając to, co zamieszcza Gazeta Wyborcza na Twitterze, za wytworzenie tych informacji płaci przede wszystkim czytelnik Gazety papierowej. Istnieje jednak obawa, że jeśli wszyscy nagle zrezygnowaliby z czytania na papierze na rzecz informacji z serwisu Twittera, tych informacji nie miałby już kto napisać.

Wyobrażanie sobie, że wszystko w internecie musi lub może być za darmo, to szkodliwa utopia. Ktoś za to płaci. Starając się nie płacić za nic, możemy mieć dostęp jedynIe do taniego, kolorowego śmietnika, w którym trudno się połapać, zdominowanego przez różne reklamy. Jeśli oczekujemy zakupów z budżetu państwa, także składamy się na to jako podatnicy, zaś materiały, z których będziemy mogli skorzystać, wybierze nam pewnie bezduszna procedura przetargowa. Czy na pewno potrzebny jest nam jeden "jedynie słuszny", najtańszy podręcznik, "jedynie słuszny" dziennik, itd.? Mieliśmy już ustrój z państwowym monopolem informacyjnym. Może jednak lepiej płacić za pewien wybór internetowych gazet i podręczników, ale być w stanie wymagać i oczekiwać od nich jakości. Stoimy przed odpowiedzią na pytanie: w jaki sposób sprawić, aby nowe technologie dawały nam, naszym dzieciom i wnukom prawdziwe, rzetelne oraz dostosowane do indywidualnych potrzeb, źródło wiedzy o świecie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...